Dzięki temu nie dasz się ogłuszyć w cyfrowym świecie

Zawartość artykułu

Dziś pogadamy o czymś, co od lat nas wkurza – o wojnie głośności. Wiesz, o co chodzi? Nie? To usiądź wygodnie i posłuchaj.

Czym jest ta cała wojna głośności?

Wyobraź sobie, że jesteś na koncercie. Każdy zespół gra coraz głośniej, bo myśli, że dzięki temu będzie lepiej słyszany. W końcu dochodzi do tego, że wszyscy drą się jak opętani, a Ty nie słyszy nic poza ogłuszającym hałasem.


No i właśnie to się dzieje z muzyką od lat 90. Producenci i inżynierowie dźwięku prześcigają się w tym, kto zrobi głośniejszy kawałek. I wiesz co? To jest jak z tymi facetami, co to kupują sobie wielkie samochody, żeby zrekompensować… no, sam wiesz co.

Dlaczego to jest do bani?

1. Dynamika idzie w kąt: zamiast fajnych przejść od cichych do głośnych momentów, dostajesz płaską ścianę dźwięku. To jak oglądanie filmu akcji, w którym wszystkie sceny są tak samo intensywne – po 15 minutach masz dość. A do tego po kompresji dynamiki zmienia się barwa utworów. A to oznacza często i gęsto utratę pierwotnego brzmienia.

Tu masz link do strony, na której sprawdzisz zakres dynamiki swoich ulubionych albumów: https://dr.loudness-war.info/ a poniżej przykład, który sami przeanalizowaliśmy:

Utwór „So far away” Dire Straits
Górny wykres – utwór „So far away” Dire Straits (remaster 1996)
Dolny wykres – utwór „So far away” Dire Straits (wersja 1985)

Współczynnik wypełnienia (Crest Factor) wersji remaster – 7,8
Współczynnik wypełnienia (Crest Factor) wersji 1985 – 9,2

Wersja remaster jest bardziej zawężona dynamicznie. Różnica nie jest bardzo duża, ale dostrzegalna, gdy porównasz 1 do 1 krótkie fragmenty.

2. Uszy mówią „dość”: słuchanie takiej muzyki przez dłuższy czas to jak patrzenie prosto w słońce. Niby fajnie, że tak jasno, ale po chwili zaczynasz żałować.

3. Detale znikają jak śnieg w słońcu: te wszystkie fajne smaczki, które muzycy i producenci tak starannie dopieszczali? Zgniecione i zasypane pod górą przesterowanych dźwięków.

4. Zniekształcenia atakują: kiedy próbujesz wcisnąć za dużo sygnału w za mały przedział, coś musi pójść nie tak. To jak próba zmieszczenia słonia do malucha – niby się da, ale ani to ładne, ani praktyczne.

Jak rozpoznać, że padłe(a)ś ofiarą wojny głośności?

1. Muzyka brzmi jak karton: zamiast trójwymiarowej uczty dla uszu, masz płaską pizzę bez dodatków.

2. Wszystko brzmi tak samo głośno: czy to ballada, czy ostry rock – poziom głośności ani drgnie.

3. Po godzinie słuchania masz dość: I to nie dlatego, że muzyka jest zła, ale bo Twoje uszy błagają o litość.

4. Brak „oddechu” w muzyce: czujesz się, jakbyś biegł maraton bez możliwości zaczerpnięcia tchu.

Co z tym fantem zrobić?

Dobra, dość narzekania. Czas na konkrety. Co Ty, tu i teraz, możesz z tym zrobić? Oto kilka sprawdzonych porad:

1. poluj na „dynamiczne” wersje: niektórzy wydawcy się opamiętali i wydają albumy w wersjach z normalną dynamiką. Szukaj określeń typu „Dynamic Edition”, „Dynamic Version” albo „Full Dynamic Edition”.

2. jakość ponad ilość: zapomnij o mp3 128 kbps. Celuj w FLAC-i albo przynajmniej mp3 320 kbps.

3. zadbaj o akustykę pokoju: bo co z tego, że masz zajefajne kolumny, jak Twój pokój brzmi jak puszka po konserwach?

4. wspieraj artystów, którym się chce: kupuj płyty tych, którzy dbają o jakość. I daj im znać, że to doceniasz. Może jak dostaną dość takich wiadomości, to przestaną robić z muzyki papkę.

A i daj sobie spokój z „odkompresowaniem”: są programy (ekspandery dynamiki), które teoretycznie przywracają dynamikę. W praktyce to jest jak próba wyprostowania pogniecionego papieru.

Naucz się słuchać jak pro

Okej, teraz hardcore. Chcesz słuchać muzyki jak prawdziwy koneser? Oto kilka ćwiczeń:

1. wybierz sobie instrument i „śledź go”: to jak oglądanie filmu i skupianie się tylko na jednym aktorze. Nagle zauważysz rzeczy, których wcześniej nie słyszałe(a)ś.

2. baw się w detektywa dźwiękowego: zamknij oczy i spróbuj określić, skąd dochodzi każdy instrument. To jak układanie puzzli, tylko że dźwiękowych.

3. porównuj wersje: posłuchaj tego samego utworu w różnych wydaniach. Podobnie jak przy degustacji win z czasem nauczysz się wyczuwać subtelne różnice.

4. eksperymentuj z głośnością: Ten sam utwór brzmi inaczej cicho i głośno. To jak oglądanie obrazu z bliska i z daleka – za każdym razem zauważysz coś nowego.

Podsumowanie, czyli co z tym wszystkim zrobić

Wojna głośności to niezłe bagno. Ale nie jesteś bezbronny(a). I pamiętaj – najważniejsze jest to, co Tobie się podoba. Muzyka ma sprawiać przyjemność, a nie być źródłem frustracji.

A teraz czas na Ciebie. Jakie masz doświadczenia z tą całą wojną głośności? Daj nam znać.

Artykuły, które mogą Cię zainteresować