Jeden gatunek czy cała biblioteka? Dlaczego w Soultic nie robimy głośników do rocka, jazzu, popu itd.

Zawartość artykułu

Masz głośniki z charakterem? Tak naprawdę to one mają Ciebie.

No bo zobacz… To, co nazywasz „charakterem”, to w rzeczywistości zestaw filtrów i podbić, które inżynier projektujący te głośniki wbudował w nie na stałe. Kupiłeś jego osobistą wizję tego, jak powinna brzmieć muzyka, a nie przezroczyste narzędzie do jej słuchania.

Twoja intuicja podpowiada Ci, że skoro rock jest „agresywny”, to potrzebujesz „agresywnych” głośników, które dadzą „kopa”. Skoro jazz jest „subtelny”, to musisz mieć głośniki „z dużą ilością detali”. Skoro muzyka elektroniczna operuje „dużą przestrzenią”, to potrzebujesz głośników, które „budują szeroką scenę”. A do tego słyszysz to wszędzie.
Tylko że w każdym z tych przypadków sięgasz po głośniki, który już na starcie są wadliwe.

Te głośniki „do rocka” mają na stałe włączony equalizer z celowym podbarwieniem, czyli nieliniową odpowiedzią częstotliwościową. Najczęściej jest to mierzalne podbicie w zakresie średniego i wyższego basu (np. 80-150 Hz), aby sztucznie symulować „uderzenie”. I co się dzieje, gdy włączasz na nim dobrze zrealizowaną płytę jazzową? Ten sam „kop” zamienia naturalnie brzmiący kontrabas w karykaturę, która zalewa całą subtelną średnicę.

A ten „detaliczny” głośnik do jazzu? Zazwyczaj ma permanentnie podbite wysokie tony (tzw. presence boost lub air, często powyżej 8 kHz) i być może lekkie wycofanie średnicy. Na płycie Diany Krall brzmi to efektownie – słyszysz każdy oddech. Ale włącz na tym sprzęcie album Slayera. Ten sam „detal” zamienia talerze perkusyjne w bolesny, syczący szum, a gitary w kłujący, anemiczny pisk.

Naprawdę chcesz, by to głośniki decydowały za Ciebie, co jest ważne w muzyce? A co, jeśli Twój gust muzyczny się zmieni? Co, jeśli jutro odkryjesz NOWĄ muzykę? Zostajesz ze sprzętem, który potrafi dobrze zagrać tylko ułamek Twojej biblioteki, a całą resztę aktywnie psuje.

Ale realizacje studyjne są słabe

Myślisz: „Ale nagrania studyjne, szczególnie te rockowe, są często słabej jakości! Są zbyt jasne, płaskie, skompresowane. Potrzebuję głośników, które to „uszlachetnią”, naprawią”.

Tylko że głośniki, które „naprawiają” słabe nagrania, jednocześnie „psują” wszystkie te dobrze zrealizowane. Używasz permanentnego filtra na całą swoją muzykę.

Co daje Ci głośnik neutralny? Wolność wyboru. Mówi Ci prawdę o nagraniu. Jeśli nagranie jest dobre, słyszysz geniusz realizatora. Jeśli jest „jasne” i skompresowane (problem loudness war), usłyszysz to dokładnie. I co wtedy? Wtedy Ty decydujesz. Masz ochotę skorygować to nagranie? Użyj korektora (EQ). Zdejmij nieco góry, dodaj basu.
Ale robisz to świadomie, dla tej jednej płyty. Z głośnikiem „o charakterze” nie masz tego wyboru.

Co z tym basem w „głośnikach do rocka”?

To, co odbierasz jako „wolny, dudniący, mulący” bas, to przynajmniej w 75% przypadków problem Twojego pomieszczenia – fale stojące (mody pomieszczenia), które nienaturalnie wzmacniają pewne częstotliwości i sprawiają, że wybrzmiewają dłużej.

Ale głośniki też mają tu znaczenie. „Wolny bas” to bas, który wybrzmiewa dłużej, niż powinien. Winowajcą jest często źle zaprojektowana obudowa. Głośniki „do rocka” z podbitym basem często osiągają ten efekt poprzez strojenie portu bass-reflex na „efektowną” częstotliwość, ale kosztem kontroli. Taki system rezonansowy ma wysoki współczynnik Q i w odpowiedzi impulsowej widzisz to jako powolne wygaszanie fali. Mówiąc technicznie, ma wysokie opóźnienia grupowe (group delay), co rozmywa atak dźwięku.

Kupując takie głośnik, tylko dolewasz oliwy do ognia i pogarszasz problemy z pomieszczeniem.

Prawdziwy wróg – zniekształcenia

Dlaczego metal, rock czy wielka orkiestra symfoniczna zamieniają się na wielu głośnikach w „ścianę hałasu” lub po prostu „się zlewają”?

Winowajcą nie jest „zły charakter”. Tylko zniekształcenia nieliniowe.

Kiedy głośniki dostają tonę informacji naraz (potężna stopa perkusji, dwie gitary, wokal, talerze), słabe głośniki się gubią. Zaczynają generować własne dźwięki, których nie ma na płycie.

Najgorsze są zniekształcenia intermodulacyjne (IMD). Gdy przetwornik gra jednocześnie mocny bas (niskie f1) i delikatny wokal (wyższe f2), duży ruch membrany potrzebny do oddania basu dosłownie moduluje i zniekształca wokal (to m.in. efekt Dopplera). W efekcie, zamiast czystych f1 i f2 dostajesz „widma” poboczne, które brudzą cały obraz, zlewając instrumenty w jedną, męczącą całość.

Do tego dochodzą zniekształcenia harmoniczne (THD), które brudzą barwę, i kompresja termiczna – cewka się grzeje, rośnie jej rezystancja, a dźwięk traci „kopnięcie” i staje się płaski.

Sprzęt, który „nie nadaje się do metalu”, jest po prostu sprzętem o wysokich zniekształceniach. Jazz czy spokojna wokalistyka jeszcze mu tego nie wytknęły, bo nie były wystarczająco wymagające.

I właśnie dlatego w Soultic nie dajemy głośnikom prawa głosu!

Dajemy za to głos Tobie i Twojemu pokojowi. Zamiast zakupów w ciemno albo odsłuchów w idealnych warunkach akustycznych masz:

  • odsłuch u Ciebie w domu: przyjeżdżamy do Ciebie. Słuchasz na swoim miejscu, w swoim pokoju. Bo 75% dźwięku robi Twoja akustyka. Nie ma sensu słuchać głośników nigdzie indziej.
  • minimum 7-dniowy okres testowy: głośniki zostają u Ciebie. Testujesz je na swoich płytach, kiedy chcesz. Bez presji. Bez zobowiązań. To ma być Twoja pewna decyzja.
  • pewność, że zestawy demo zostaną z Tobą do czasu realizacji zamówienia.
  • płatność bez ukrytych gwiazdek (50% przedpłaty, 50% po realizacji).
  • instalację, którą robi (i mierzy) akustyk.
  • 10-letnią gwarancję.

Artykuły, które mogą Cię zainteresować